A co z samochodem?

Zacznijmy, tak jak w przypadku autobusu od zalet. Siadamy sobie wygodnie w fotelu, odkładamy wszystko na siedzenie obok, nie musimy niczego dźwigać. Otwieramy okno, ci bogatsi i lepiej ustawieni włączają klimatyzację. Mamy ciągły dostęp do świeżego powietrza. Nikt nas nie trąca, ani nie dotyka, nie opiera się o nas , ani nie przepycha próbując się gdzieś przemieścić. Jesteśmy sami, puszczamy radio i śmiejemy się w duchu widząc twarze poodciekane z powodu tłoku na szybach autobusów, oraz miliony ludzi na przystankach, którzy czekają już godzinę bo do 5 poprzednich tramwajów im się nie udało siąść. Stoimy w korku i przez chwilę teleksujemy się tą myślą, lecz po 15 minutach, kiedy przejechało się piętnaście centymetrów, zaczynamy odczuwać lekki niepokój. Zastanawiamy się czym jest spowodowany. Na pewno w pewnym stopniu ilością spalonego paliwa, czyli spalonych pieniędzy, które bezużytecznie ( bo przecież stoimy w miejscu ) ulatniają się do atmosfery. Potem zaczynamy się niecierpliwość, kiedy widzimy ludzi na chodnikach , którzy na piechotę poruszają się szybciej niż my. Po pół godzinie, kiedy jeszcze stoimy na tych samych światłach ogarnia nas furia. Najchętniej byśmy zostawali samochód i sobie po prostu poszli, ale nie można. To jest przecież nasz ukochany, wypieszczony samochód.